Nie słuchaj, co mówią — problemem zawsze są ludzie

Oryginalny post: No Matter What They Tell You, It's a People Problem

Autor: Jeff Atwood

Bruce Eckel zręcznie identyfikuje źródło wszystkich problemów związanych z tworzeniem oprogramowania:

Pracujemy w młodej branży. W zasadzie to prymitywnej -- nie wiemy za bardzo co działa i wydaje nam się, że znaleźliśmy prosty sposób, który rozwiązuje wszystkie problemy. W rezultacie przechodzimy przez wieloletnie okresy wzlotów i upadków, w miarę jak nowe pomysły się pojawiają, startujemy, wyczerpujemy możliwości, a następnie tracimy energię. Ale niektóre idee mają permanentną moc. Jak na przykład, wiele idei w zwinnych metodykach wydaje się mieć rzeczywisty wpływ na produtywność i jakość. Jest tak, ponieważ skupiają się one na problemach ludzi pracujących razem, a mniej na technologiach.

Człowiek, od którego wiele się nauczyłem, Gerald Weinberg, napisał parę swoich pierwszych książek o technologiach programowania. Następnie przestawił się i współtworzył 50 następnych, o procesach programowania, i jest najbardziej znany z powiedzenia "nie ma znaczenia co Ci powiedzą, zawsze jest to problem z ludźmi."

Rzeczami, które zazwyczaj powodują, iż projekt się udaje bądź nie, są problemy z procesem bądź ludźmi. Sposób w jaki pracujesz każdego dnia. To kim są Twoi architekci, Twoi menadżerowie oraz to z kim pracujesz w zespole. To, jak się komunikujesz i co ważniejsze, jak rozwiązujesz problemy z procesem i ludźmi, gdy się pojawią. Najszybszym sposobem na napotkanie trudności jest myślenie, że to wszystko jest winą technologii i wiara w to, że można sobie wytrasować drogę za pomocą innych rzeczy. Te inne rzeczy to najprawdopodobniej te, które Cię zatrzymają.

Bruce źle zapamiętał rzeczywisty cytat; brzmi on "niezależnie od tego co to za problem, jest to problem z ludźmi." Ale przekręcenie Bruce'a ma pewną niewypowiedzianą prawdę, która naturalnie jest w duchu dzieł Geralda Weinberga.

Powiedzmy, że dano mi zadanie określenia czy Twój projekt nie powiedzie się. Posiadając odpowiedzi na trzy poniższe pytania, mogę Ci powiedzieć niemal z całą pewnością, czy Twój projekt upadnie:

  1. Ile linii kodu Twój zespół napisze?
  2. Jaki rodzaj oprogramowania tworzysz?
  3. Czy lubisz swoich współpracowników?

To ostatnie pytanie nie jest żartem. Nie zlewam się. Czy lubisz towarzystwo członków Twojego zespołu? Czy szanujesz ich zawodowo? Czy jakbyś zaczynał w innej firmie, czy zaprosiłbyś swoich współpracowników do siebie? Czy macie nastrojowe, zespołowe dyskusje, czy poniżające, przeciągane, obstrukcyjne zespołowe kłótnie do ostatniej krwi? Czy wielu jest ludzi w Twoim zespole, za którymi byś głosował, żeby odeszli, jeśli byś mógł?

Może banalnym wydawać się skupianie na ludziach, z którymi pracujesz zamiast na rzeczach bardziej namacalnych, powiedzmy, faktycznej pracy bądź konkretnej technologii, której używasz do wykonywania tej pracy. Ale tak nie jest. Ludzie, których wybierasz do pracy, są najdokładniejszym wskaźnikiem satysfakcji z pracy, jaki kiedykolwiek znalazłem. A satysfakcja z pracy, bazując na moim dotychczasowym doświadczeniu, świetnie koreluje z sukcesem. Nigdy nie widziałem szczęśliwego, zdrowego, solidnego, towarzysko zgranego zespołu programistów, który odniósł porażkę. To wstyd, że takie zespoły to rzadkość.

Tak jak to powiedział Weinberg, to zawsze problem z ludźmi. Jeśli nie pracujesz z ludźmi, których lubisz, ludźmi których szanujesz, ludźmi którzy rzucają Ci wyzwania i inspirują Cię -- to czemu by nie? Co Cię zatrzymuje?

Data publikacji oryginału: 9 stycznia, 2008


Zachęcamy do wzięcia udziału w sondzie oraz do podzielenia się w komentarzach własnymi doświadczeniami związanymi z tematyką dzisiejszego wpisu.

Czy lubisz swoich współpracowników?

Jak osiągnąć Największy Blogowy Sukces w jednym prostym kroku

Oryginalny post: How To Achieve Ultimate Blog Success In One Easy Step

Autor: Jeff Atwood

Zawsze szturchaj. Zawsze dostarczaj. Zawsze strzelaj. To ta sama rada wyrażona w różnych formach dla różnych odbiorców.

Według mojej teorii, pozyskiwanie potencjalnych klientów wywodzi się z rankingu Google, a najlepszym sposobem na zwiększenie tego rankingu jest postępowanie jak zawodowy wojownik: ani uderzenia, ani sierpowe nie wystarczają. Musisz zawsze szturchać i regularnie uderzać sierpowym. Bloguj nieustannie, aby utrzymać procent trafień i ruch z odnośników na wysokim poziomie, oraz pisz co jakiś czas dłuższe kawałki, zawierające wysokowartościowe słowa związane z Twoją niszą.

Kiedy ludzie pytają mnie o porady dotyczące blogowania, zawsze odpowiadam kolejną formą tej samej rady: obierz sobie pewien plan, według którego możesz postępować i trzymaj się go. Dopóki tego nie będziesz robił, żadna inna rada, której mógłbym Ci udzielić nie będzie miała znaczenia. Nie obchodzi mnie, że jesteś beznadziejny w pisaniu. Nie obchodzi mnie, że nikt nie czyta Twojego bloga. Nie obchodzi mnie, że nie masz nic interesującego do powiedzenia. Jeśli potrafisz wykazać ochotę do pisania oraz ciągłego ulepszania swojej twórczości, w końcu odniesiesz sukces.

rocky marciano plakat

Ale sukces wymaga czasu -- dużo czasu. Powiedziałbym, że rok to minimum. Ten wymóg eliminuje sporą część niecierpliwych ludzi. Pisałem tego bloga przez rok kompletnie po omacku, ale nie przerywałem, ponieważ mi się to podobało. Zrobiłem sobie postanowienie, pod płaszczykiem rozwoju osobistego, i zaplanowałem osiągnąć ten cel. Moim planem było sześć wpisów na tydzień i ciągle szturchać, ciągle dostarczać, ciągle strzelać. Nie każdy wpis był wspaniały, ale spędzałem nad nimi rozsądną ilość czasu. Za każdym razem, gdy coś napisałem, stawałem się w tym nieco lepszy. Za każdym razem, gdy coś napisałem, nauczyłem się czegoś o danym temacie, analizowania danych tematów, czy szukania najlepszych źródeł informacji. Za każdym razem, gdy coś napisałem, stawałem się nieco bardziej związany z bogatą społecznością związaną z programowaniem. Za każdym razem, gdy coś napisałem, otrzymywałem odrobinę informacji zwrotnych bądź komentarzy, które później przekształcałem w kolejne wpisy. Za każdym razem, gdy coś napisałem, starałem się pisać coś w najmniejszym stopniu lepszego niż poprzednio.

Te zmiany, dla mnie, były niemal niezauważalne. Ale cofając się do samego początku -- postanowienie z 2004 roku jeśli chodzi o rozwój zawodowy -- powiedziałbym, że ten blog jest teraz, bez wątpienia, najważniejszą rzeczą jaką kiedykolwiek robiłem w całej mojej karierze.

Nie powiem, że dawno w 2005 roku dostałem moją pracę w Vertigo z powodu tego bloga, ale z całą pewnością było to czynnikiem. Udzieliłem wywiadu na .NET rocks oraz dawałem wywiad online nie raz lecz dwa razy. Zapraszano mnie, abym przemawiał na konferencjach. Co kilka miesięcy dostaję propozycje napisania książek. Koresponduję regularnie ze Stevem McConnellem, jednym z moich programistycznych idoli, i kiedyś zapytał mnie o radę dotyczącą blogowania. Joel Spolsky, prawdę mówiąc, rozpoznał mnie i zaprosił na rozmowę, podczas gdy uczęszczałem na część jego jego turne, która odbywała się w Emeryville. Charles Petzold wysłał mi, całkowicie bez namawiania, podpisaną kopię swojej najnowszej książki. Regularnie różni ludzie oferują się, że przyślą mi niesamowicie fajne i darmowe klamoty.

Za całą pewnością mogę Wam powiedzieć, powołując się na statystyki RSS i logi, że około 100 000 ludzi czyta ten blog każdego dnia. Wpływy z reklam, które raczej niechętnie odbierałem, są na tyle znaczące, że w końcu wziąłem pod uwagę pomysł, w chwilach słabości, zostania pełnoetatowym blogerem. Do tego doszło. Nie oczekiwałem takiego rezultatu nawet w przeciągu miliona lat, a pisanie o tym w ten sposób w zasadzie trochę mnie przeraża.

Wymieniłem te rzeczy nie dlatego, że jestem wielkim, paskudnym szpanerem (albo przynajmniej nie był to jedyny powód), ale dlatego, że osiągnąłem to wszystko nie będąc szczególnie utalentowanym. Tworzyłem to wpis po wpisie, bez jakiegokolwiek planowania czy strategii, z myślą o byciu coraz mniej beznadziejnym każdego roku. Wciąż jestem zadziwiony i pokorny w obliczu sukcesu tego bloga. Wymagało to jedynie podstawowego poświęcenia do ciągłego szturchania, ciągłego dostarczania, ciągłego strzelania.

Jeśli już, to nauczyłem się jednego: jeśli ja mogłem osiągnąć taki rodzaj sukcesu ze swoim blogiem, możesz i Ty. Tak więc jeśli zastanawiasz się dlaczego pierwszą rzeczą, o którą zapytam, gdy Cię spotkam będzie "czy masz bloga?", albo "dlaczego nie piszesz na swoim blogu bardziej regularnie?", albo "czy możesz z tego zrobić wpis na blogu?", teraz już wiesz. To nie tylko dlatego, że jestem tym wkurzającym kolesiem od bloga; to dlatego, że każdemu kogo spotkam, chciałbym życzyć tak samo zadziwiającego sukcesu, który przytrafił się mnie.

Próbuję jedynie podzielić się moim jedynym, łatwym krokiem do osiągnięcia Największego Blogowego Sukcesu: ustal plan wydawania wpisów, według którego możesz żyć i trzymaj się go przez rok. Być może kilka lat. Ok, może ten jeden krok nie jest tak łatwy, jakim go określiłem. Ale każdy musi gdzieś zacząć, a im wcześniej tym lepiej.

Tak więc, kiedy Ty ostatnio napisałeś jakiś wpis na blogu?

Data publikacji oryginału: 26 października, 2007


Korzystając z okazji, chcielibyśmy dowiedzieć się, ilu z Was prowadzi własnego bloga. Zachęcamy więc do wzięcia udziału w sondzie oraz do podzielenia się w komentarzach własnymi doświadczeniami związanymi z tematyką dzisiejszego wpisu.

Czy prowadzisz własnego bloga?

Related Posts with Thumbnails